Raz pewien indyk z Kalisza
Znalazł cyfrowy aparat.
Gdzie tu do licha jest klisza?
Zdziwił się, pobladł, załamał...
Chciałem mą żonę indyczą
Uwiecznić na fotografii.
Zaraz się chyba poryczę
- brak filmu aż tak mnie trapi!
Postał, posmutniał indyczek,
Poczuł jak duch w nim maleje...
Wtem wcisnął mały guziczek
- coś na ekranie widnieje!
Eureka! - wesół wykrzyknął,
Pobiegł do M3 pokoi,
Gdzie zdjęcie żonie swej pstryknął.
W ramce po dziś dzień tam stoi.
Przepraszam za błędy interpunkcyjne, ortograficznych nie przewiduję.
Znalazł cyfrowy aparat.
Gdzie tu do licha jest klisza?
Zdziwił się, pobladł, załamał...
Chciałem mą żonę indyczą
Uwiecznić na fotografii.
Zaraz się chyba poryczę
- brak filmu aż tak mnie trapi!
Postał, posmutniał indyczek,
Poczuł jak duch w nim maleje...
Wtem wcisnął mały guziczek
- coś na ekranie widnieje!
Eureka! - wesół wykrzyknął,
Pobiegł do M3 pokoi,
Gdzie zdjęcie żonie swej pstryknął.
W ramce po dziś dzień tam stoi.
Przepraszam za błędy interpunkcyjne, ortograficznych nie przewiduję.
Tagi:
poebzdura
02.12.2009 o godz. 21:46
komentuj (0)
- No i jak tam? Co z Martą?
- Chodziłem z nią, ale tylko przez 5 minut. Wiesz, jakie są dziewczyny.
-Wiem, wiem... Nie przejmuj się. Ile ty masz lat? Dwanaście, no nie? Na pewno jeszcze kogoś sobie znajdziesz!
- Pewnie tak. A widziałeś już jak Tomek stuningował swoją hondę w Need For Speed?
(...)
Pierwszy raz w życiu poczułam się jak stara panna. Fakt, że mamy w mieszkaniu kota bynajmniej nie poprawia mojego samopoczucia...
PS: Kupiłam dzisiaj w warzywniaku jabłka tylko dlatego, że sprzedawca opisał je jako "obecnie najmodniejsze". Żal...
- Chodziłem z nią, ale tylko przez 5 minut. Wiesz, jakie są dziewczyny.
-Wiem, wiem... Nie przejmuj się. Ile ty masz lat? Dwanaście, no nie? Na pewno jeszcze kogoś sobie znajdziesz!
- Pewnie tak. A widziałeś już jak Tomek stuningował swoją hondę w Need For Speed?
(...)
Pierwszy raz w życiu poczułam się jak stara panna. Fakt, że mamy w mieszkaniu kota bynajmniej nie poprawia mojego samopoczucia...
PS: Kupiłam dzisiaj w warzywniaku jabłka tylko dlatego, że sprzedawca opisał je jako "obecnie najmodniejsze". Żal...
26.11.2009 o godz. 16:40
Występują:
Pan A (przy oknie)
Pan B (obok Pana A)
Studentka (naprzeciwko)
Pasażerowie(ich rola sprowadza się właściwie tylko do wypełniania przestrzeni przedziału i ziewania, ale jednak nie wypada o nich nie wspomnieć)
Pociąg relacji Szczecin – Lublin. Piękne, wrześniowe słońce głaszcze po twarzach Pasażerów, którzy milcząc, mrużą oczy i rozmyślają, a może nawet marzą... W Poznaniu wsiadają do przedziału Pan A, Pan B i Studentka. Ich pojawienie się ożywia na moment Pasażerów, którzy zmuszeni zostają do ugięcia rozprostowanych z trudem nóg, by umożliwić wyżej wspomnianym dojście do ich miejsc.
Pan A (w okularach przeciwsłonecznych):
Wiesz, powiem ci, że naprawdę cieszę się na ten wyjazd.
Pan B (również niepozostający bezbronny wobec słońca):
Ja też, kochany, ja też. To jest świetny lokal, grają tango i walca.
Pan A:
Tak, tak – nie to, co w sanatorium.
Pan B (rozglądając się po przedziale):
Wiesz, ostatnio jak jechałem pociągiem... Kochany... Jakie towarzystwo! Z prawej usiadła dziewoja, z lewej dziewoja, studentki chyba. Mówię Ci, szkoda, że nikt mi zdjęcia nie zrobił! A ja to tak lubię czasem do kobiet zagadać, znasz mnie.
Pan A (śmiejąc się):
Ja wiem, ty znasz to towarzystwo. A ja jestem zadowolony, bo pierwszy raz bez żony gdzieś jadę.
Pan B:
Ja bym chętnie z kimś pojechał, gdybym tylko miał z kim...
Pan A:
Mówiłem Ci, daj życiu szansę. Mój brat - rozwodnik, pojechał do sanatorium, poznał kobietę. Od razu odżył! Poznać go nie mogliśmy.
Chwila milczenia. Pan A poklepuje delikatnie kieszeń swojej marynarki i mruga znacząco do towarzysza podróży. Ten od razu odczytuje znak kompana i czym prędzej wychodzą obaj z przedziału. Po piętnastu minutach wracają jakby bardziej rumiani, ale przecież nie ma się czemu dziwić - przy takim słońcu...
Pan A: (uśmiechnięty niczym posążek Buddy)
Może by tak wrzucić coś na ząb? Mam kotlety. Od żony. (uśmiech znika)
Jedzą...
Pan B: Nie chciałbym narzekać, ale te mielone...
Pan A: Za słone, wiem. Ale ja nigdy nie wyrzucam jedzenia.
(Z wyraźnym wysiłkiem przeżuwając, rozgląda się po przedziale i zwraca do siedzącej naprzeciwko Studentki):
Przepraszam Panią bardzo... Przepraszam, że zaczepiam, ale jest pod takim wrażeniem... To jest fascynujące! Jakim cudem Pani tak szybko pisze SMS-y?
Studentka (wciąż jeszcze zaskoczona pytaniem):
To żaden cud, raczej kwestia wprawy.
Pan A:
Niesamowite. Ja, kiedy chcę coś szybko napisać, to wyskakują zupełnie inne litery!
Pan B (z wyczuwalną w głosie satysfakcją z niewiedzy przyjaciela):
Musisz zmienić język tekstu! Na pewno masz włączone T9!
Następnie obaj oddają się lekturze czasopism, których nazw boję się przytoczyć, by nie zostać posądzoną o prenumeratę któregoś z nich.
Pan B:
Popatrz na tą – dobra, nie? Ja ci powiem kochany, że te aktorki to fajnie mają. Fajniej niż my wszyscy. Bo jaki to ma sens – tak żyć i umierać bezosobowo?
Pan A potakuje, zasępia się na chwilę, po czym znowu poklepuje kieszeń marynarki.
Pan B: Nic z tego, mój drogi. Musimy być przecież w formie na wieczór!
Wysiadają w Dęblinie.
Pan A (przy oknie)
Pan B (obok Pana A)
Studentka (naprzeciwko)
Pasażerowie(ich rola sprowadza się właściwie tylko do wypełniania przestrzeni przedziału i ziewania, ale jednak nie wypada o nich nie wspomnieć)
Pociąg relacji Szczecin – Lublin. Piękne, wrześniowe słońce głaszcze po twarzach Pasażerów, którzy milcząc, mrużą oczy i rozmyślają, a może nawet marzą... W Poznaniu wsiadają do przedziału Pan A, Pan B i Studentka. Ich pojawienie się ożywia na moment Pasażerów, którzy zmuszeni zostają do ugięcia rozprostowanych z trudem nóg, by umożliwić wyżej wspomnianym dojście do ich miejsc.
Pan A (w okularach przeciwsłonecznych):
Wiesz, powiem ci, że naprawdę cieszę się na ten wyjazd.
Pan B (również niepozostający bezbronny wobec słońca):
Ja też, kochany, ja też. To jest świetny lokal, grają tango i walca.
Pan A:
Tak, tak – nie to, co w sanatorium.
Pan B (rozglądając się po przedziale):
Wiesz, ostatnio jak jechałem pociągiem... Kochany... Jakie towarzystwo! Z prawej usiadła dziewoja, z lewej dziewoja, studentki chyba. Mówię Ci, szkoda, że nikt mi zdjęcia nie zrobił! A ja to tak lubię czasem do kobiet zagadać, znasz mnie.
Pan A (śmiejąc się):
Ja wiem, ty znasz to towarzystwo. A ja jestem zadowolony, bo pierwszy raz bez żony gdzieś jadę.
Pan B:
Ja bym chętnie z kimś pojechał, gdybym tylko miał z kim...
Pan A:
Mówiłem Ci, daj życiu szansę. Mój brat - rozwodnik, pojechał do sanatorium, poznał kobietę. Od razu odżył! Poznać go nie mogliśmy.
Chwila milczenia. Pan A poklepuje delikatnie kieszeń swojej marynarki i mruga znacząco do towarzysza podróży. Ten od razu odczytuje znak kompana i czym prędzej wychodzą obaj z przedziału. Po piętnastu minutach wracają jakby bardziej rumiani, ale przecież nie ma się czemu dziwić - przy takim słońcu...
Pan A: (uśmiechnięty niczym posążek Buddy)
Może by tak wrzucić coś na ząb? Mam kotlety. Od żony. (uśmiech znika)
Jedzą...
Pan B: Nie chciałbym narzekać, ale te mielone...
Pan A: Za słone, wiem. Ale ja nigdy nie wyrzucam jedzenia.
(Z wyraźnym wysiłkiem przeżuwając, rozgląda się po przedziale i zwraca do siedzącej naprzeciwko Studentki):
Przepraszam Panią bardzo... Przepraszam, że zaczepiam, ale jest pod takim wrażeniem... To jest fascynujące! Jakim cudem Pani tak szybko pisze SMS-y?
Studentka (wciąż jeszcze zaskoczona pytaniem):
To żaden cud, raczej kwestia wprawy.
Pan A:
Niesamowite. Ja, kiedy chcę coś szybko napisać, to wyskakują zupełnie inne litery!
Pan B (z wyczuwalną w głosie satysfakcją z niewiedzy przyjaciela):
Musisz zmienić język tekstu! Na pewno masz włączone T9!
Następnie obaj oddają się lekturze czasopism, których nazw boję się przytoczyć, by nie zostać posądzoną o prenumeratę któregoś z nich.
Pan B:
Popatrz na tą – dobra, nie? Ja ci powiem kochany, że te aktorki to fajnie mają. Fajniej niż my wszyscy. Bo jaki to ma sens – tak żyć i umierać bezosobowo?
Pan A potakuje, zasępia się na chwilę, po czym znowu poklepuje kieszeń marynarki.
Pan B: Nic z tego, mój drogi. Musimy być przecież w formie na wieczór!
Wysiadają w Dęblinie.
23.11.2009 o godz. 19:56
Jeśli rzeczywiście, zgodnie z tym, co twierdzę, nie jestem typową jedynaczką, to jak wytłumaczyć fakt mojej ciągłej potrzeby znajdowania się między ludźmi i w centrum ich zainteresowania? Jestem ostatnio do bólu stadna, obrzydliwie społeczna, niesmacznie towarzyska. Przy każdej okazji zajadam się innymi łapczywie, krusząc przy tym i mlaskając bez zażenowania. Moje sposoby zdobywania pożywienia nie są zbyt wyszukane, ale na pewno skuteczne. Wyskakuję niespodziewanie z zarośli znudzenia, raniąc szponami sytuacyjnego żartu, po czym dobijam ofiarę zabawnym powiedzeniem, którego o dziwo nigdy dotąd nie słyszała. Jestem zawsze w pogotowiu, zawsze gotowa do ataku. Przy każdym szerokim uśmiechu ostrzę sobie zęby na miłą pogawędkę i przełykam cicho ślinę na samą myśl o nowym znajomym... Nic więc dziwnego, że kiedy nagle wszyscy odejdą od mojego wodopoju, zajęci tysiącem innych spraw, cierpię i odczuwam głód, którego nie da się niczym zaspokoić. Nie pozostaje mi wtedy nic innego, jak tylko ze smutną miną czekać na ich powrót.
Wiem, recepta na zmartwienie jest prosta i znam ją dobrze, ale problem w tym, że ta dżungla, w której oni tak często znikają, mnie autentycznie przeraża. Nieprędko zdecyduję się na wejście w ten gąszcz poważnych decyzji, pilnych spraw i lian odpowiedzialności, w które łatwo niepostrzeżenie się zaplątać. Boję się, że pewnego dnia moi znajomi już stamtąd nie wrócą, a ja wciąż będę tak tu siedzieć z głupią miną i zaproszeniem na imprezę... A tam dzieci, żony i awanse. Tam dorosłość, obowiązek i powaga....
Przypomina mi się ostatni rodzicielski telefon – „Dziecko, uwierz, nie da się przeżyć całego życia tak lightowo...”. Mimo wszystko spróbuję, Mamo.
Trzeba cholera jakiejś bohemy poszukać... Tylko najpierw muszę na artystkę się wykreować.
„Chciałbym, aby dojrzano w mojej osobie to, co podsuwam. Narzucić się ludziom, jako osobowość, aby potem już na całe życie być jej poddany.”
– W. Gombrowicz
Wiem, recepta na zmartwienie jest prosta i znam ją dobrze, ale problem w tym, że ta dżungla, w której oni tak często znikają, mnie autentycznie przeraża. Nieprędko zdecyduję się na wejście w ten gąszcz poważnych decyzji, pilnych spraw i lian odpowiedzialności, w które łatwo niepostrzeżenie się zaplątać. Boję się, że pewnego dnia moi znajomi już stamtąd nie wrócą, a ja wciąż będę tak tu siedzieć z głupią miną i zaproszeniem na imprezę... A tam dzieci, żony i awanse. Tam dorosłość, obowiązek i powaga....
Przypomina mi się ostatni rodzicielski telefon – „Dziecko, uwierz, nie da się przeżyć całego życia tak lightowo...”. Mimo wszystko spróbuję, Mamo.
Trzeba cholera jakiejś bohemy poszukać... Tylko najpierw muszę na artystkę się wykreować.
„Chciałbym, aby dojrzano w mojej osobie to, co podsuwam. Narzucić się ludziom, jako osobowość, aby potem już na całe życie być jej poddany.”
– W. Gombrowicz
Tagi:
zeznania
22.11.2009 o godz. 16:49
Nie straszne jej rozświetlone choinki przed Kupcem i świąteczne promocje w Tesco... Za nic ma fakt, że to już listopad i że zwyczajnie nie wypada. Kto taki? Wiosna!
Słońce świeciło dziś jak głupie i raziło w oczy niemiłosiernie, gdym nieznane mi dotąd rejony Poznania poznawała. Aby dobić w tych stronach niezwykle atrakcyjnego książkowego interesu, musiałam przeprawić się najpierw tramwajem przez Wartę. Tuż przed Osiedlem Czecha naszła mnie krótka refleksja „A może by tak szybkie zakupy w Biedronce?”, ale zaraz potem uświadomiłam sobie swoją do bólu „studencką” sytuację finansową i postanowiłam nie opuszczać wyjątkowo dziś parnego wagonu piątki. Kiedy wreszcie po długiej podróży (tym dłuższej, im bardziej odczuwałam brak mojej mp3), wysiadłam na rondzie Żegrze, oczom mym ukazała się... pustka. Po „półobrocie” w lewo okazało się że są bloki i nawet jakiś spory zakład cukierniczy, ale na wprost... step. Im bardziej zagłębiałam się w ulicę Unii Lubelskiej (o ironio!), tym bardziej dwa światy sytuowały się wyraźnie po mojej lewej i prawej stronie. Lewa – cywilizacja, prawa – step, zachód – wschód. Po lewej szorstko i betonowo, okrutnie solidnie i jakoś dziwnie dostojnie - po prawej rude, rozczochrane grzywy traw, przypadkowe brzózki i zaledwie chwilę wcześniej spuszczone ze smyczy, ale już dziko wolne psy. Szłam tak przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, czy aby na pewno nie przejechałam mojego przystanku i skręciłam. Jednak w lewo. Poznań jest dla mnie ciągłą „zieloną” niespodzianką. Póki co, wygrywa las w środku miasta, po drodze na Dębiec.
W drodze powrotnej jak zawsze jakieś tramwajowe atrakcje – rewelacje. Dziś na moją szczególną uwagę zasłużył pewien starszy Pan z bardzo oryginalną torbą. Od razu pragnę dodać, iż szanowna małżonka tym razem nie towarzyszyła Panu w podróży...
Słońce świeciło dziś jak głupie i raziło w oczy niemiłosiernie, gdym nieznane mi dotąd rejony Poznania poznawała. Aby dobić w tych stronach niezwykle atrakcyjnego książkowego interesu, musiałam przeprawić się najpierw tramwajem przez Wartę. Tuż przed Osiedlem Czecha naszła mnie krótka refleksja „A może by tak szybkie zakupy w Biedronce?”, ale zaraz potem uświadomiłam sobie swoją do bólu „studencką” sytuację finansową i postanowiłam nie opuszczać wyjątkowo dziś parnego wagonu piątki. Kiedy wreszcie po długiej podróży (tym dłuższej, im bardziej odczuwałam brak mojej mp3), wysiadłam na rondzie Żegrze, oczom mym ukazała się... pustka. Po „półobrocie” w lewo okazało się że są bloki i nawet jakiś spory zakład cukierniczy, ale na wprost... step. Im bardziej zagłębiałam się w ulicę Unii Lubelskiej (o ironio!), tym bardziej dwa światy sytuowały się wyraźnie po mojej lewej i prawej stronie. Lewa – cywilizacja, prawa – step, zachód – wschód. Po lewej szorstko i betonowo, okrutnie solidnie i jakoś dziwnie dostojnie - po prawej rude, rozczochrane grzywy traw, przypadkowe brzózki i zaledwie chwilę wcześniej spuszczone ze smyczy, ale już dziko wolne psy. Szłam tak przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, czy aby na pewno nie przejechałam mojego przystanku i skręciłam. Jednak w lewo. Poznań jest dla mnie ciągłą „zieloną” niespodzianką. Póki co, wygrywa las w środku miasta, po drodze na Dębiec.
W drodze powrotnej jak zawsze jakieś tramwajowe atrakcje – rewelacje. Dziś na moją szczególną uwagę zasłużył pewien starszy Pan z bardzo oryginalną torbą. Od razu pragnę dodać, iż szanowna małżonka tym razem nie towarzyszyła Panu w podróży...
21.11.2009 o godz. 19:17
Wszyscy moi znajomi czymś się zajmują – tańczą, pracują, albo są zakochani. Tańczyć nie potrafię, pracować mi się nie chce, przed zakochaniem uchrońcie wszyscy święci. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zacząć pisać bloga. Ta dam...
Tagi:
zeznania
20.11.2009 o godz. 18:59
Dzisiejszy Dziennik.
Właściwie cały artykuł się nadaje, ale najbardziej zaciekawiło mnie wyposażenie tego telefonu ;)
Komórka posiadająca aparat telefoniczny. No uau.
Właściwie cały artykuł się nadaje, ale najbardziej zaciekawiło mnie wyposażenie tego telefonu ;)
Komórka posiadająca aparat telefoniczny. No uau.
13.05.2009 o godz. 12:11
Ot, taka próbka :)
Ja: - A wiesz, że w większości przypadków partnerzy dobierają się wg podobnej wagi?
Mąż: - No to jesteś gruba.
Ja: - Rany, jaka ja gruba jestem, no popatrz na tym zdjęciu wyglądam jak chomik!
Mąż: - Od dziecka tak miałaś...
(wchodząc na teren basenów termalnych)
Ja: - Popatrz jaka tu rewia mody odchodzi, normalnie wstydzę się tu wchodzić tak jak wyglądam...
Mąż: - Nie martw się, niedługo będzie ciemno.
Ja: - A wiesz, że w większości przypadków partnerzy dobierają się wg podobnej wagi?
Mąż: - No to jesteś gruba.
Ja: - Rany, jaka ja gruba jestem, no popatrz na tym zdjęciu wyglądam jak chomik!
Mąż: - Od dziecka tak miałaś...
(wchodząc na teren basenów termalnych)
Ja: - Popatrz jaka tu rewia mody odchodzi, normalnie wstydzę się tu wchodzić tak jak wyglądam...
Mąż: - Nie martw się, niedługo będzie ciemno.
24.04.2009 o godz. 10:17
21.04.2009 o godz. 19:36
21.04.2009 o godz. 19:34
Nie ma to jak Tesco. Zawsze coś ciekawego się znajdzie.
23.01.2009 o godz. 20:15
Tak się złożyło, że dziś dzień pod znakiem telefonów.
Promocja w Plusie.
Promocja w Plusie.
22.01.2009 o godz. 16:20
Odkryj możliwości techno!
22.01.2009 o godz. 13:42
Z Biedronki.
22.01.2009 o godz. 10:30
Ostatnio usłyszałam "no co, przecież ten ryż tak się po polsku nazywa". Ręce mi opadły. Wszystko mi opadło.
Jakoś skojarzyło mi się z sokami owocowymi Fart, które doprowadzały naszego, wyłącznie anglojęzycznego, lektora do łez (śmiechu).
Jakoś skojarzyło mi się z sokami owocowymi Fart, które doprowadzały naszego, wyłącznie anglojęzycznego, lektora do łez (śmiechu).
20.01.2009 o godz. 12:41
Może i nie do końca zabawne. Ale coś w tym jest.
16.01.2009 o godz. 09:54
No to jak długo piec pizzę rozmrożoną?
15.01.2009 o godz. 16:07
Pytanie: Jest tu jakieś FAQ? Jak się tu formatuje tekst? Tagi htmlowe mi nie działają...
Tagi:
faq
15.01.2009 o godz. 13:48
Nie ma to jak BHP.
Napis na tablicy: "ATTENTION! DANGEROUS RUIN! Access to the ruin and vehicle parking prohibited!"
"UWAGA! NIEBEZPIECZNA RUINA! Wstęp na teren ruin i parkowanie pojazdów zabronione!"
(Mostar, BiH)
Napis na tablicy: "ATTENTION! DANGEROUS RUIN! Access to the ruin and vehicle parking prohibited!"
"UWAGA! NIEBEZPIECZNA RUINA! Wstęp na teren ruin i parkowanie pojazdów zabronione!"
(Mostar, BiH)
15.01.2009 o godz. 09:56
Z tablicy ogłoszeń w pewnym podrzędnym Tesco.
"User's manual" to chyba jakaś nowa marka?
"User's manual" to chyba jakaś nowa marka?
14.01.2009 o godz. 16:31














